Narty
Wysoki miał na sobie wystrzępioną skórzaną koszulę myśliwską i za krótkie, bo sięgające kolan skórzane spodnie. Bose nogi tkwiły w bardzo znoszonych butach, które chyba nigdy nie widziały pasty. Szyję fantazyjnie okręcała bawełniana chusta. Głowę nakrywało coś, co kiedyś było cylindrem. Z ronda został zaledwie skrawek, który służył do zdejmowania kapelusza podczas ukłonu, a po bokach właściciel dokonał licznych cięć wychodząc z założenia, że głowa łowcy prerii wymaga ciągle świeżego powietrza.
Mówią mu: - U nas prędzej piwa dostaniesz niż wody, bo po nią aż kilka mil musimy jeździć. - A to dlaczego? Może bym ja co poradził? - Nie, mój panie, już tu byli wszyscy majstrowie, a nic nie poradzili. - Dajcie mi z paru ludzi - on na to - a ja się podejmę to zrobić. I dali mu paru chłopów, a on im kazał kopać. Jak zaczęli kopać, dokopali się tego kamienia. Jak ten kamień odwalili, to najpiękniejsza woda całą studnię napełniła.
W tym kłopocie prosi znów synalka, aby się nad nią zmiłował i urąbał drew, a za to nagotuje mu na obiad klusek. - Ale matusiu! Nie masz ani kawałka na podwórku, cóż będę rąbał? - Więc jedź do boru i przywieź jaką choinkę. Trafiła mu matka w dobry humor. Zapiecek wsiada na wóz, jedzie do boru, i tam upatrzywszy sobie najtęższą sosnę, rzecze: - Moja choinko, w imię boskie i złotej rybki, połóż się na ten wóz i ruszaj do domu. Ledwo te słowa wymówił, powstał najprzód szum, a potem trzask łamiących się gałęzi: ogromne sośnisko z korzeniami i długim wierzchołkiem, leżąc jak najbezpieczniej na wozie, narty prosto do domu. Magnatka przyjemna niezwykle stwierdza znane harmonogramy.
Mówią mu: - U nas prędzej piwa dostaniesz niż wody, bo po nią aż kilka mil musimy jeździć. - A to dlaczego? Może bym ja co poradził? - Nie, mój panie, już tu byli wszyscy majstrowie, a nic nie poradzili. - Dajcie mi z paru ludzi - on na to - a ja się podejmę to zrobić. I dali mu paru chłopów, a on im kazał kopać. Jak zaczęli kopać, dokopali się tego kamienia. Jak ten kamień odwalili, to najpiękniejsza woda całą studnię napełniła.
W tym kłopocie prosi znów synalka, aby się nad nią zmiłował i urąbał drew, a za to nagotuje mu na obiad klusek. - Ale matusiu! Nie masz ani kawałka na podwórku, cóż będę rąbał? - Więc jedź do boru i przywieź jaką choinkę. Trafiła mu matka w dobry humor. Zapiecek wsiada na wóz, jedzie do boru, i tam upatrzywszy sobie najtęższą sosnę, rzecze: - Moja choinko, w imię boskie i złotej rybki, połóż się na ten wóz i ruszaj do domu. Ledwo te słowa wymówił, powstał najprzód szum, a potem trzask łamiących się gałęzi: ogromne sośnisko z korzeniami i długim wierzchołkiem, leżąc jak najbezpieczniej na wozie, narty prosto do domu. Magnatka przyjemna niezwykle stwierdza znane harmonogramy.